...będzie bardzo zielono :) Zapraszam wieczorem!
***
12 maja 2012
11 maja 2012
Energetyczny koktajl
Poranek. Kolejny, pochmurny, ciemny, amsterdamski poranek. Za oknem silny wiatr, flaga na pobliskim budynku łopocze i hałasuje. Za chwilę trzeba wyjść, wsiąść na rower i jadąc pod wiatr wyruszyć na zajęcia. Nie chce się. Kawa, gdzie jest moja kawa? Odwlekam moment wyjścia, jeszcze zrobię to, a potem jeszcze tamto, poudaję, że zajmuję się bardzo ważnymi sprawami. W końcu śniadanie. Pobudzające, lekkie, sycące, zdrowe.
Koktajl z mango, awokado i płatkami owsianymi:
(2 porcje)
Składniki:
1/2 mango
1/2 awokado
1/2 banana
garść płatków owsianych
70 ml mleka kokosowego
150 ml mleka (zwykłego lub roślinnego)
kardamon
Płatki zalewam wrzątkiem i odstawiam do namoknięcia. Mango, awokado i banan kroję w kostkę, wrzucam do blendera. Dodaję mleko kokosowe i zwykłe (na oko, można nim regulować gęstość koktajlu), namoczone płatki i kardamon. Miksuję, przelewam do szklanek i pochłaniam moją energię na dziś. Trochę jakby bardziej chce mi się wyjść...
******
Morning. Another cloudy, dark, morning in Amsterdam. Strong wind blows and the flag on the builiding next to my place makes terrible noise. In a very moment I have to go out, take my bike and set off to classes. Don't want to. Coffee, where is my coffee? I put off the moment of leaving, you know, I'll just do one thing more, and I'll pretend that I'm very busy with very important stuff. Finally, the breakfast. Energizing, light, rich and healthy. And oh, so delicious!
Mango-avocado shake with oatmeal:
Ingredients
1/2 mango
1/2 avocado
1/2 banana
handful of oatmeal
70 ml of coconut milk
150 ml of milk (regular or vegan one)
cardamom
Pour the oatmeal with boiling water, just to cover it. Cut the fruits into pieces and put them into the blender's bowl. Add both kinds of milk, oatmeal and cardamom. Blend until all the ingredients will be well combined. Pour to the glasses and eat the energy.
Somehow I feel a liiittle bit more like going out...:)
9 maja 2012
Jedzenie resztkowe
W moim rodzinnym domu zawsze był dość spory szacunek do wszelkiej żywności. Jedzenia raczej nie marnowano, nie przypominam sobie, by coś było wyrzucane. Inna sprawa, że dopóki mieszkałam z rodzicami, to wszystko to działo się jakoś obok mnie, w zupełnie niewidoczny sposób (ach, ta mama). Kiedy jednak przyszedł czas wyprowadzenia się na własne pseudo stadło (pseudo, bo tymczasowe, erasmusowe) okazało się, że - o, niespodzianka - jedzenie zalegające lodówkę samo nie znika! Na początku borykaliśmy się z niedojedzonym, spleśniałym chlebem (niestety, typowy holenderski chleb pleśnieje po 2-3 dniach a sprzedawany jest w wielkich siatach po prawie kilo chleba. Do tego jest miękki jak gąbka, daje drożdżami i różnymi E, nie sposób zjadać go szybciej), resztkami warzyw bujających się po półkach (Holandia to kraj jedzenia pakowanego. W większości sklepów nie kupi się marchewki na wagę. Kilogramowe opakowania albo nic!), podpleśniałymi przetworami etc. Potem nauczyliśmy się z tym radzić. Teraz mamy kilka krótkich zasad:
- nie kupujemy na wyrost, nie robimy zapasów
- nie dajemy się skusić na dwukilogramowe worki ziemniaków i paczki porów po 5 sztuk, wolimy zboczyć z utartych ścieżek i podreptać do jakiegoś sklepu arabsko warzwnego (gdzie co prawda drożej, ale jednak lepiej)
- raz na jakiś czas robimy kilka dni bez zakupów, przetrzymujemy się na tym co mamy i wyjadamy wszystko z lodówki. Ta idea niekonsumowania ponad własne możliwości i poczucie wolności do kupowania naprawdę mnie kręci, polecam każdemu takie doświadczenie.
A cały ten post zrodził się z mojej dzisiejszej wyprawy na spore zakupy warzywno-owocowe. Taszcząc na rowerze ciężkie siaty marzyłam sobie: tu o sałatce, tam o szparagach...A w domu odkryłam, że w lodówce zalega resztka zwiędniętego i zmarzniętego szpinaku, trochę ciecierzycy, jakiś smętny kawałek papryki no i dymki, z żółkniętym gdzieniegdzie szczypiorkiem. "Tak nie będzie" pomyślałam sobie i zabrałam się do pracy...
Jednogarnkowy obiad resztkowy:
Składniki:
2 stare dymki, razem ze szczypiorem
mały, zmarszczony kawałek czerwonej papryki
trochę większy zielonej
garść ciecierzycy
pół pomidora (pokrojony w kostkę)
garść podwiędniętych liści szpinaku
resztka ryżu sprzed dwóch dni
Na patelni rozgrzewam oliwę, dodaję pokrojone w plasterki dymki i szczypiorek. Po chwili dorzucam obie papryki (pokrojone w kostkę). Mieszam, doprawiam (dorzuciłam oregano, curry, sól i pieprz). Czekam aż sobie trochę podskwierczą i kiedy już trochę zbrązowieją dorzucam ciecierzycę, pomidory i szpinak. Po 3-4 minutach dodaję ryż i wszystko razem podgrzewam aż do połączenia się składników i osiągnięcia porządanej ciepłoty.
Smacznego!
8 maja 2012
Szpinak i ciecierzyca.
Jak wyżej. Dla mnie to niezwykle zgrana para, tym razem w towarzystwie mleczka kokosowego, czosnku i fety.
Składniki:
(na 2 głodne osoby i trochę :) )
100 g suchej ciecierzycy namoczonej przez noc
400 g szpinaku (świeży, nie mrożony)
1 ziemniak pokrojony w kostkę
200 ml mleczka kokosowego
2 ząbki czosnku
curry*
kolendra w ziarenkach
kumin
imbir
Ciecierzycę uprzednio namoczoną gotuję do miękkości (oczywiście może być też z puszki, ale puszki jak to puszki - coś tam zawsze do nich dodadzą).
Szpinak płuczę w zimnej wodzie a następnie, na sicie, przelewam wrzątkiem. Czekam chwilę aż ostygnie, odciskam nadmiar wody i rwę na mniejsze kawałki.
Na patelni rozgrzewam oliwę, następnie dodaję wszystkie przyprawy i smażę je około 30 sekund aż do wydobycia aromatu. Dorzucam rozgniecione ząbki czosnku, mieszam i przez kolejne pół minuty wdycham zapachy :). Dodaję ziemniak i smażę aż zrobi się względnie miękka (wiem, bardzo orientacyjne). Dorzucam ugotowaną ciecierzycę, wszystko razem trzymam na średnim ogniu aż ciecierzyca pokryje się przyprawami i delikatnie przyrumieni. Wtedy wlewam mleko kokosowe, wszystko jeszcze raz energicznie mieszam i na małym ogniu zostawiamy na mniej więcej 5 minut. Po tym czasie dodaję szpinak, chwilę jeszcze trzymam na ogniu.
Curry podaję z pokruszoną fetą i ryżem.
Danie wyszło pyszne, ale trochę mdłe. Na drugi raz dodam coś kwaśno-ostrego - sok z cytryny? imbir? trawę cytrynową? Kombinować trzeba!
18 kwietnia 2012
Makaron z rukolą i suszonymi pomidorami
Chyba nie jestem dobra w częstym publikowaniu postów. Trochę jak z mailami, ciągłe zwlekanie a potem albo tłumaczenie się przed ludźmi dlaczego nie, albo cierpienie z powodu niedotrzymania terminów, albo nagle-wyskakujące-bardzo-ważne-sprawy-o-których-bym-wiedziała-gdybym-się-wcześniej-skontaktowała. Mniejsza z tym ;)
Święta święta i po świętach. Z tej okazji zorganizowany był krótki powrót na polską ziemię, okraszony obowiązkowym pieczeniem mazurków. Przepisu nie podam, zdjęć nie pokażę, bo nie mam - aparat został w Holandii. Przywiozłam sobie za to kilka książek kucharskich, tych ulubionych, i jak na razie mój brzuch odżywa na wzbogaconej kuchni. Przepisy zazwyczaj traktuję jako inspirację na podstawie której kombinuję na potęgę. Podobnie było z tym, który prezentuję poniżej. Pierwszy raz zetknęłam się z takim makaronem w książce Joli Słomy i Mirosława Trymbulaka "Ubrać duszę". Ich poprzednie wydawnictwo, "Nakarmić duszę" było moją pierwszą książką kucharską i wprowadzeniem w dania niemięsne, ach ach już prawie 10 lat temu (nostalgia!). Obie książki są bardzo ładnie wydane, okraszone mniej lub bardziej mądrymi sentencjami, dużo zdjęć. Bardzo je lubię, chociaż zawsze miałam zastrzeżenia dwa. Pierwsze tyczy się języka - często gęsto niesamowicie prosty i taki...niezgrabny gramatyczno-stylistycznie. Nie każdy jest mistrzem pióra, ale jeśli się wydaje książkę to chyba jakaś korekta działa i ktoś powinien coś z tym zrobić (nie mam książki pod ręką, przykładów nie przytoczę). Drugie "ale" odnośnie przepisów - niektóre tak banalnie proste, że aż wstyd dodawać je do książki kucharskiej. Niemniej jednak większość z prezentowanych potraw jest ciekawych i sympatycznych, lubię też to, że wykorzystują dużo polskich smaków - kasze, ser biały, kapustę kiszoną, grzyby itp. Mały poziom kulinarnego nadęcia ;) Szczerze polecam.
Ale ale, powracając do clue programu, czyli makaronu historia jest taka, że przepisu nie pamiętam. Była idea, a teraz robię po swojemu, jak zawsze. Danie proste, ale bardzo bardzo smaczne.
Makaron z rukolą i suszonymi pomidorami:
2 porcje
Składniki:
200 g spaghetti lub tagliatelle
3/4 słoika pomidorów suszonych
250 g rukoli
2 ząbki czosnku
tarty parmezan*
sól i pieprz do smaku
*ja użyłam zwykłego sera żółtego, chyba gouda("hałda", jak wymawiają rdzenni mieszkańcy miasta ;)) - było ok, choć jakiś twardy ser lepiej by się sprawdził
Na patelni rozgrzewamy odrobinę oliwy** i wrzucamy pokrojone w kawałki pomidory. Smażmy przez kilka minut aż pomidory delikatnie się przyrumienią. Dodajemy posiekany lub rozgnieciony czosnek , całość mieszamy i czekamy około 30 sekund, uważając by czosnek się nie przypalił. Następnie dodajemy porwaną w kawałki rukolę, mieszamy i czekamy aż liście zwiędną i połączą się z pozostałymi składnikami. W międzyczasie w osolonej wodzie gotujemy makaron.
Podajemy posypane parmezanem lub innym twardym serem żółtym.
Smacznego!
**by się nieprzetłuszczać, oliwę można pominąć - pomidory same w sobie będą miały olej z zalewy
Melduję też, że owocowe blondie z dwóch przepisów niżej doskonale sprawdza się z jeżynami oraz większą niż w przepisie ilością czekolady ;)
1 kwietnia 2012
Shortbread
Dzisiaj ciasto. A raczej ciastko, to lepsza nazwa dla tego, co Szkoci określają mianem "shortbread". To jeden z moich ulubionych ciastek, głównie przez swoją wielką maślaność (co z kolei nie wszystkim odpowiada i znam takich, co na shortbread'a nawet nie spojrzą). Zawsze zastanawiałam się skąd wzięła się ta nazwa (krótki chleb? że co?). Wikipedia przyszła z pomocą - w staroangielskim "short" jakoś koliguje się z hasłem "kruchy". A shortbread jest kruchy, bo duża ilość tłuszczu nie pozwala na na uformowanie się odpowiednio długich łańcuchów glutenu.
Istnieje wiele rodzajów shorbread'ów. Ten najbardziej klasyczny to po prostu masło, cukier i mąka. Ja robiłam już zarówno solony z karmelem (przepis znaleziony u Liski) czy z dodtkiem czekolady. Jeśli lubi się takie wypieki, to każda modyfikacja zyska aprobatę :) Ostatnio za sprawą przepisu z bloga Cynamon i oliwka powróciłam do korzeni i przygotowałam sobie taki dość klasyczny shortbread. Przepis zmodyfikowałam i podaję już z moimi zmianami.
Ciasto ma tę dodatkową zaletę, że przygotowanie trwa naprawę błyskawicznie.
Shortbread prawie klasyczny
Składniki:
350 g mąki
200 g masła
80 g cukru
duża szczypta soli
Wszystkie składniki należy dokładnie połączyć. Ciasto będzie miało postać orkuszków, którymi trzeba wylepić natłuszczoną formę i ponakłuwać widelcem. Piec aż ciasto będzie delikatnie złotobrązowe, ale nadal dość jasne. Piekłam w prodiżu (średnica 24 cm) ok 25 minut, podejrzewam że w piekarniku przy temperaturze 190 stopni będzie krócej.
Po wyjęciu ciastko trzeba pokroić (forma dowolna, ja zaszalałam z trójkątami) - gdy jest jeszcze ciepłe robi się to zdecydowanie łatwiej niż gdy wystygnie.
Należy jeść z kawą lub herbatą, ku pokrzepieniu serc.
Istnieje wiele rodzajów shorbread'ów. Ten najbardziej klasyczny to po prostu masło, cukier i mąka. Ja robiłam już zarówno solony z karmelem (przepis znaleziony u Liski) czy z dodtkiem czekolady. Jeśli lubi się takie wypieki, to każda modyfikacja zyska aprobatę :) Ostatnio za sprawą przepisu z bloga Cynamon i oliwka powróciłam do korzeni i przygotowałam sobie taki dość klasyczny shortbread. Przepis zmodyfikowałam i podaję już z moimi zmianami.
Ciasto ma tę dodatkową zaletę, że przygotowanie trwa naprawę błyskawicznie.
Shortbread prawie klasyczny
Składniki:
350 g mąki
200 g masła
80 g cukru
duża szczypta soli
Wszystkie składniki należy dokładnie połączyć. Ciasto będzie miało postać orkuszków, którymi trzeba wylepić natłuszczoną formę i ponakłuwać widelcem. Piec aż ciasto będzie delikatnie złotobrązowe, ale nadal dość jasne. Piekłam w prodiżu (średnica 24 cm) ok 25 minut, podejrzewam że w piekarniku przy temperaturze 190 stopni będzie krócej.
Po wyjęciu ciastko trzeba pokroić (forma dowolna, ja zaszalałam z trójkątami) - gdy jest jeszcze ciepłe robi się to zdecydowanie łatwiej niż gdy wystygnie.
Należy jeść z kawą lub herbatą, ku pokrzepieniu serc.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








